Czyli jak sztuczna inteligencja napisała raport o Polakach, a profesor nie zauważyła, że Katowice leżą na północy.
Wyobraźcie sobie: państwo polskie, po latach wstydu i kompleksów, wreszcie postanawia zbadać własne DNA. Nie to biologiczne, bo to mają już za sobą, tylko DNA marki. Fundacja Marka Polska Think Tank pod kierownictwem dr hab. Barbary Mróz-Gorgoń (profesorki Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu, a później na krótko pełnomocniczki rządu ds. promocji marki Polski) dostarcza dokument zatytułowany „Polaków portret własny – Część I. Raport o DNA marki Polska – perspektywa wewnętrzna”. Dokument, który miał być kamieniem milowym, a okazał się kamieniem młyńskim zawieszonym na szyi publicznej kasy i reputacji.
Raport, jak się szybko okazało, jest pełen błędów merytorycznych, językowych, edytorskich i geograficznych w takim natężeniu, że nawet ChatGPT z 2023 roku mógłby się zawstydzić. Autorka przyznała, że korzystała ze sztucznej inteligencji. Tłumaczyła, że to był „work in progress”, dokument roboczy, który „nigdy nie powinien pojawić się w przestrzeni publicznej”. Sęk w tym, że się pojawił. Z logo Ministerstwa Sportu i Turystyki, numerem umowy i informacją o dofinansowaniu (ok. 180 tys. zł rozliczone z publicznych pieniędzy). Ministerstwo później usilnie się od niego odcinało, twierdząc, że raport nie był przedmiotem zamówienia. Logotyp jednak jakoś sam się tam znalazł.
Perły z raportu, czyli co AI i ludzie (podobno) stworzyli wspólnie
Sebastian Meitz z Instytutu Sobieskiego jako pierwszy publicznie rozebrał dokument na czynniki pierwsze. Lista potknięć jest długa i soczysta:
- Katowice zostały umieszczone w „północnym centrum” Polski. Geografia najwyraźniej nie była mocną stroną ani algorytmu, ani recenzentów.
- Polacy mają według raportu pięcioro noblistów (zamiast ośmiu nagród Nobla). Wymieniono trzy noblistki i dodano „itp.” – najwyraźniej Sienkiewicz, Reymont, Miłosz i Wałęsa wypadli w procesie „work in progress”.
- 95 proc. młodych Polaków mówi płynnie po angielsku, a znajomość niemieckiego, francuskiego czy mandaryńskiego jest „powszechna”. Jeśli to prawda, to dlaczego wciąż tłumaczymy menu turystom?
- Polska ma 15 000 jezior (w rzeczywistości ok. 7 tysięcy).
- PKB per capita wzrosło z 12,5 tys. dolarów w 2010 do 17-18 tys. w 2024 – dane te zupełnie nie zgadzają się z oficjalnymi statystykami Banku Światowego.
Język raportu to osobna kategoria. Pojawiają się w nim nieistniejące słowa i konstrukcje, które brzmią jak niedokończone tłumaczenie z angielskiego:
- „Głębokie zakorzenienie w historii sufferingu”
- „CIEKAWĄ DYSONANCJĘ” (zamiast dysonansu)
- „hejtercy”
- „niedostatecznie promocjonowana przyroda”
- „tradycyjna chlebowość”
I klasyk: „HIPOTEZA PSYCHOLOGICZNA: To wskazuje na SYNDROM IMPOSTORA na POZIOMIE NARODOWYM – Despite RZECZYWISTYCH OSIĄGNIĘĆ, BRAK WEWNĘTRZNEGO PRZEKONANIA o SWOJEJ WARTOŚCI.”
„Despite” w środku polskiego zdania to nie żaden styl, lecz dowód, że ktoś (lub coś) kopiował tekst z angielskiego promptu i zapomniał o korekcie (proofreadingu). Przypisy to z kolei osobny horror: numeracja skacze z 1, 2, 3 na 41, 517, potem 149, 1510, 1611, 1712… Część z nich jest po prostu pusta. W bibliografii królują angielskie dopiski „(n.d.)” – no date. Styl oksfordzki, do którego tekst rzekomo aspiruje, dostał tu solidnego kopniaka między oczy. I to z półobrotu.
Work in progress, czyli jak do tego doszło
Autorka przyznała w mediach: „Biję się w piersi, wykorzystywałam AI”. Dodała, że sztuczna inteligencja „potrafi płatać figle, potrafi halucynować”, ale merytoryka się broni. Tyle że właśnie merytoryka – liczby, lokalizacje, fakty – rozsypała się jak domek z kart. Raport miał być efektem solidnych badań (IDI, FGI, warsztaty Design Thinking), a wyszedł tekst, który wygląda na niedokończony output dużego modelu językowego, którego nikt nie pofatygował się przeczytać od deski do deski.
Fundacja Marka Polska Think Tank powstała w 2025 roku, a raport zaprezentowano pod koniec tego samego roku. Gdy w lipcu 2026 roku Mróz-Gorgoń została pełnomocniczką rządu, dokument nagle wrócił jak bumerang. Po kilku dniach burzy autorka złożyła dymisję, tłumacząc się „niewyobrażalną skalą hejtu”. Hejt – jak wiadomo – jest zawsze winny; nigdy niechlujstwo, brak weryfikacji i publiczne pieniądze wydane na coś, co powstało w kompletny pośpiechu.
Lekcja z DNA
Jeśli to miał być portret własny Polaków, to wyszedł z tego portret własny pewnego specyficznego stylu pracy: entuzjazm + AI + zero kontroli + logo ministerstwa = skandal. Polska marka narodowa nie potrzebuje „dysonancji” i „sufferingu”. Potrzebuje rzetelności, poprawnej polszczyzny i ludzi, którzy czytają to, pod czym się podpisują.
Na koniec można powtórzyć za jednym z komentatorów: „AI czy nie AI, oto jest pytanie”. Odpowiedź jest prosta – nawet jeśli AI tylko „wspomagała”, to człowiek, który miał sprawdzić efekt jej pracy, najwyraźniej uznał, że „work in progress” wystarczy. A podatnicy zapłacili za lekcję, jak nie budować marki.