Polska rządzi się prostą zasadą – kto ma znajomości, ten ma spokojną głowę i gruby portfel. Najnowszy przykład? Młody, 28-letni lekarz i radny Koalicji Obywatelskiej, który odkrył sposób na łączenie polityki, telewizji i medycyny w jeden, dochodowy biznes. Efekt? 1,6 miliona złotych w rok. Gdy zwykły pielęgniarz liczy nadgodziny do końca miesiąca, pan radny… zarabia więcej niż prezes PKN Orlen.
Oto Dawid Kacprzyk. Nazwisko brzmi niepozornie, ale osiągnięcie – już nie. Pan Dawid jest koordynatorem SOR. Piękna funkcja, odpowiedzialność jak na skrzydłach F-16. Tyle że według dokumentacji – pełni dyżury 331 godzin średnio w miesiącu. Czy to w ogóle możliwe? Matematyka mówi, że doba ma 24 godziny. 331 godzin to ponad 13 dni non stop. Ale kto by się tam przejmował arytmetyką, gdy uruchomi się kreatywną księgowość czasu.
Dziennikarze portalu Zero (podobno tacy wścibscy) zajrzeli do grafików i dokumentów. Okazało się, że pan Dawid ma talent do teleportacji. W kwietniu, według szpitalnego systemu, pracuje na całodobowym dyżurze. W rzeczywistości? Jest gościem TVP3 Warszawa. Może zdalnie reanimował pacjentów przez ekran telewizora? Albo pełnił dyżur… w przerwie na reklamy?
W lutym wypada mu zmiana w szpitalu, a tu niespodzianka – spotyka się z marszałek senatu. W czerwcu dokumenty mówią „SOR”, realia – posiedzenie rady dzielnicy. Najlepszy jest jednak 96-godzinny dyżur z kwietnia (od 11 do 15). Cztery doby z rzędu. „Bez przerwy” – podkreślmy. Wedle wiedzy medycznej, po 48 godzinach bez snu lekarz powinien mieć halucynacje. A pan Dawid? Po 96 godzinach najwyraźniej szykował się do sesji rady. Może wynalazł lek na bezsenność? Albo po prostu w polskiej ochronie zdrowia czas płynie inaczej.
Oczywiście nie ma się co czepiać. Poprzednia ekipa rządząca też kochała „swojaków”. Oni mieli swoich koordynatorów ds. kruszyw i zaprzyjaźnionych księży. Nowa ekipa pokazuje, że w nepotyzmie zachowuje ciągłość władzy. Tyle że za PiS znajomy królika (choć niektózy powiedzieliby „Kaczora”) brał faktury za maseczki, a dziś znajomy królika (w sumie – też można powiedzieć „Kaczora”) bierze pieniądze za dyżury, na których… go nie ma.
Najbardziej wzruszający jest fakt, że 28-latek nie ma jeszcze specjalizacji. Dopiero planuje zostać anestezjologiem. Ale koordynatorem SOR już jest. Zupełnie jakby ktoś dostał tekę ministra finansów, bo dobrze wypełnia PIT. System? Kasta? Kartel? Nie, po prostu kombinowanie – nie świństwo.
Polaków zastanawia jedno: skoro można zarobić 1,6 miliona, pracując 331 godzin miesięcznie (w papierach) i będąc jednocześnie w telewizji, na radzie i na kawie z marszałek – to po co zwykły lekarz ma brać po 20 dyżurów za 8 tysięcy na rękę? Po co pielęgniarki protestują? Przecież wystarczy zostać radnym Koalicji Obywatelskiej w dzielnicy Ursus i trafić na dobry grafik.
Obywatele, nie marudźcie. Wy pracujecie na L4. Oni zarabiają na SOR-ach, na które nie muszą przychodzić.
A krytycy niech pamiętają: poprzednicy też tak robili. Tylko mniej zgrabnie to maskowali. Różnica jest taka, że dziś nepotyzm zmienił adres – ale portfel pozostał ten sam. I z tego właśnie śmiejemy się przez łzy, płacąc składkę zdrowotną. Na dobranoc – czy ten artykuł ktoś rozliczy jako dyżur w szpitalu? Bo jeśli tak, to też chcę 1,6 bańki.