Śmieszą mnie wszelkie próby obrony pojęcia „opłata reprograficzna”. To jest najzwyklejszy rozbój w biały dzień (jak zresztą wiele innych podatków, jakie nałożyły na nas rządy, i wiele, które są jeszcze w planach i niebawem je ujrzymy) – ale do tego jesteśmy najwidoczniej przyzwyczajeni, skoro od 30 lat wybieramy do koryta tych samych socjalistów, którzy potrafią sięgać tylko do cudzych kieszeni. A jak się nazywa człowiek, który sięga do cudzych kieszeni? ZŁODZIEJ!!! Kiedyś takim skurwysynom ucinano ręce. Teraz siedzą na Wiejskiej i coraz więcej pieniędzy nam zabierają. Trzeba jeszcze jakiegoś innego dowodu, że Polacy są głupi? Chyba nie.
Zewsząd padają pytania – dlaczego producenci sprzętu mają płacić „artystom” (tak, w cudzysłowie, bo tych prawdziwych jest niewielu)? Nie będę przydłużał, więc od razu przejdę do sedna. Nakażmy więc uiszczać tę że opłatę firmom budowlanym, które budują kina, teatry, filharmonie i inne podobne przybytki kultury. Skoro producent telewizora, na którym można te „artystyczne wypociny” oglądać będzie musiał płacić – tak samo powinno być z producentami budynków, w których można robić to samo!
Amen!!!