Kurwica mnie bierze. Czytam sobie spokojnie interię, aż nagle trafiam na kolejny pomysł z serii „co by tu, kurwa, wymyślić, żeby naród czuł się jak po lodzie, ale żebyśmy my ryja wysmarowanego nie mieli„. Panowie pOsłowie szykują nam kolejną rewolucję w przepisach. Tym razem oberwało się fotoradarom.
Panowie ich jebana mać pOsłowie postanowili (rzutem na taśmę, przed wysłaniem swoich opasłych dupsk na wakacje, o których normalny obywatel może sobie pomarzyć), po raz kolejny, przerzucić piłeczkę do innego ogródka. Interes się kręci, monotonia zabita ciągłymi zmianami, skołowani obywatele od dawna się w tym wszystkim nie łapią – dobrze jest.
Jakiemuś kołkowi nie spodobały się fotoradary ustawione kaskadowo. Zapewne albo sam zbyt często był fotografowany albo jego smark, w nowiutkiej bryce podarowanej przez tatusia, za często prosił o „korektę zapisów w bazie wykroczeń”. O co jednak w tym wszystkim biega? Sprawa wygląda tak. Jakiś tam urzędas stwierdza, że na danym obszarze powinno być ograniczenie prędkości. Ograniczenie to podyktowane jest względami bezpieczeństwa. Weźmy pod uwagę taki obszar zabudowany. Wiadomo, ryzyko napotkania plątających się wszędzie pieszych jest znaczne – należy więc zwolnić. Ponieważ jednak nie każdy kierowca sądzi tak samo, należy mu to przypomnieć znakiem drogowym ustawionym na początku rzeczonej strefy. No i jest świetnie, a w zasadzie, powinno być świetnie. Powinno, bo debili wszędzie pełno, na drogach zwłaszcza. Dla niektórych teren zabudowany jest równoznaczny z drogą szybkiego ruchu. Z tego więc powodu, ktoś mądry wpadł na pomysł, ustawienia w niektórych miejscach urządzenia rejestrującego wykroczenia fotoradarem potocznie zwanego.
Teraz proszę wszystkich kierowców o zadanie sobie pytania: „jak właściwie zachowuję się po minięciu fotoradaru?„. Jestem święcie przekonany, że znacząca większość odpowiedziała na to pytanie tak: „przyspieszam„. Czy to nie jest łamanie przepisów? Oczywiście, że nie jest o ile przyspiesza się do prędkości dozwolonej na danym obszarze. Jednak po chuj było zwalniać przed fotoradarem do prędkości niższej niż dozwolona? Tak na wszelki wypadek? Przecież średnio rozgarnięty, pryszczaty nastolatek wie, że fotoradary ustawione są powyżej maksymalnej prędkości dozwolonej. Po jakiego więc grzyba zwalniać i zaraz przyspieszać? Ani to rozsądne z punktu widzenia ekonomiki jazdy, ani bezpieczne.
Skoro już wiemy, że większość kierowców po minięciu fotoradaru powraca do prędkości niedozwolonej, dlaczego więc nie postawić zaraz kolejnego fotoradaru? Bo jakiś penis stwierdził , że służy to niecnemu celowi zarabiania pieniędzy? A co z tym procederze jest złego? Cała światowa gospodarka polega na tym, że są ludzie którzy chcą zarabiać pieniążki. Zarabiają po to, żeby innym dać zarobić i tak się to kręci od lat, raz lepiej a raz gorzej. Zależy kto przy tym obiegu aktualnie grzebie, żeby za darmo podpiąć się do tego rurociągu kasy i napchać sobie kieszenie.
Zawsze wydawało mi się, że jeśli na jakimś obszarze jest ograniczenie prędkości, to znaczy, że zostało ono nałożone celowo. Celem zazwyczaj, jak już stwierdziłem wyżej, jest poprawa bezpieczeństwa. Owszem, zdarzają się pomyłki czy też zupełnie bezsensowne ograniczenia – nic jednak nie daje nam prawa srać na nie! Czy fakt postawienia fotoradarów kaskadowo zmienia nagle klasyfikację danego obszaru? Czy idiota (a z nim zapewne stado ponad 400 baranów), który postanowił zmienić przepisy zastanowił się nad tym? Oczywiście nie, bo myślał zapewne o własnym interesie.
Jest proste lekarstwo na ukrócenie tego znienawidzonego procederu. Zamiast co chwilę grzebać przy przepisach, zmieniać je, poprawiać (pierdoląc je doszczętnie przy okazji), „poproście” wszystkich kierowców, aby przestrzegali przepisów. Czy byłaby mowa o kaskadowych fotoradarach gdyby każdy z kierowców jeździł zgodnie z obowiązującymi przepisami? Z całą pewnością nikt by nie zwracał uwagi na stojące przy drogach skrzyneczki – bo i po co? Niech sobie stoją, niech się kurzą, może posłużą ptakom za gniazda?
Jestem zwolennikiem zaostrzenia przepisów w dziedzinie karania łamiących prawo (nie tylko prawo o ruchu drogowym). Jak widzę, że jakiemuś filantropowi w dupę bez wazeliny jebanemu zachciało się pochylić nad wyzyskiwanym kierowcą, to mi się odbyt na lewą stronę wywraca. Wziął byś się ciulu jeden z drugim za porządną robotę, uprościlibyście prawo podatkowe, zlikwidowalibyście przywileje niektórych grup zawodowych, które nadane im zostały przez nieboszczkę komunę, a które powinny zniknąć wraz z jej śmiercią. Zlikwidowalibyście KRUS, do którego non stop się dopłaca, zreformowalibyście ZUS, który trwoni nasze, ciężko zarobione pieniądze. Do roboty kurwie syny! Nie odwracajcie głowy od prawdziwych problemów! Łatwo wam to przychodzi bo za wasze błędy i tak zapłacimy my, zwykli obywatele! A wam, nawet jak wyjebiemy was od koryta, wasi kolesie nie dadzą (niestety!!!) zdechnąć.