Eksperci mówią: opodatkować najbogatszych!

Jak czytam takie tytuły, to mi się włosy na mosznie jeżą i zaczynam wątpić w ludzkość, która ekspertami nazywa ludzi, którzy nie potrafią logicznie myśleć. Zastanówmy się, gdzie leży problem.

Jestem przekonany, że znajdzie się całkiem pokaźna banda nieudaczników, którzy będą wykrzykiwać „a bo bogaci nie płacą podatków”. Owszem, nie płacą, bo prawo im daje takie możliwości. A dlaczego prawo daje takie możliwości? Bo jest zbyt skomplikowane. Dlaczego jest skomplikowane? I tu jest pies pogrzebany. Tu odpowiedzi jest wiele. Kilka z nich to: „bo wymyślają je prawnicy”, „bo politycy zostawiają sobie luki, żeby w razie czego móc ochronić swoich”, „bo jeśli przepisy będą niezrozumiałe, łatwiej będzie przeciwników politycznych ujebać”, „bo przepisy są przygotowywane pod dyktando ludzi, którym zależy, żeby można je było obchodzić”, „bo politycy to durnie”. To są, według mnie, główne przyczyny.

Czy jest na to jakieś lekarstwo? Zapewne jest. Ogólnie rzecz mówiąc, prawo powinno być proste i zrozumiałe. Nie powinno dawać możliwości odmiennej interpretacji tego samego przepisu. W ogóle nie powinno dawać możliwości interpretacji. Powinno jasno mówić co i jak. I tyle.

Jak to osiągnąć? Wyobrażam sobie, że jakiś autor fantasy mógłby przedstawić taką wizję. Jest sobie państwo, w którym prawo jest przygotowywane przez prawników. Przed samym uchwaleniem wybierana jest losowa grupa ludzi, która ma za zadanie przeczytać te przepisy i stwierdzić, czy je rozumie czy nie. Jeśli pojawi się choćby jedna wątpliwość – wszystkie przepisy idą do kosza i prawnicy zasiadają do ich tworzenia na nowo. Oczywiście, zadziałałaby tu zasada „gwarancji” czy „rękojmi” i drugie i kolejne podejścia do tego samego przepisu byłyby już darmowe. Proces ten trwałby dotąd, aż w końcu kolejna, wciąż losowo wybierana grupa „weryfikatorów” uznałaby przepis za zrozumiały i jasny. Dlaczego nie byłaby to jedna i ta sama grupa osób weryfikujących? A choćby po to, żeby zminimalizować możliwość łapownictwa itp. Wręczający łapówkę, jeśli wiedziałby, że w najgorszym wypadku będzie musiał opłacić całe społeczeństwo – zapewne zrezygnuje z tego wielce niemoralnego czynu.

Ale po jakiego chuja ja to wszystko piszę? Załóżmy, że powyższa fantazja działa, prawo jest proste, przejrzyste i nie daje możliwości obejścia. Co się wtedy dzieje? Ano wszyscy płacą podatki, bo najbogatsi nie mają możliwości ich uniknięcia. Problem się rozwiązuje, lewactwo nie ma żadnych argumentów, przestaje więc istnieć i świat jest piękny i kolorowy. Ale, kurwa, to jest zbyt piękne, żeby było prawdziwe.

Mamy więc prawo, którego nawet prawnicy nie rozumieją do końca. Urzędy skarbowe te same przepisy interpretują na kilka różnych sposobów. Interpretacje te wielokrotnie są ze sobą zupełnie sprzeczne. Bogaci więc wynajmują doradców, prawników itp. by im znaleźli sposób, jak obejść niektóre przepisy, żeby zyskać kilka procent. Zauważcie że kilka procent od miliarda jest kwotą znacząco różną od kilka procent od dajmy na to trzech tysięcy (podobno takie mają być minimalne zarobki od 2022). Najbogatszym opłaca się nająć sztab ludzi, zapłacić im nawet dziesiątki czy setki tysięcy rocznie, żeby zaoszczędzić miliony. I teraz przychodzi taki kurwa „ekspert” jebana w dupę jego mać i mówi „trzeba opodatkować najbogatszych”. I co? I nic. Nic się nie zmienia. Doradcy na usługach bogatych siadają znów do przepisów z szukają kolejnych luk. Państwo z tego nie ma nic (albo jeszcze mniej, bo w końcu kolejne luki w przepisach są wykorzystane), bogaci dalej siedzą na kasie i śmieją się WAM WSZYSTKIM w twarz. A wy się skręcacie z bezsilności i dostajecie wrzodów.

Popatrzcie jeszcze na jeden paradoks, który z tego wszystkiego wychodzi. Państwo chce zwiększyć podatki najbogatszym, żeby uzyskane w ten sposób pieniądze roztrwonić na nie wiadomo co. Czym jest to „nie wiadomo co”? Ktoś powie „dla najuboższych”. A takiego chuja! Najpierw trzeba opłacić urzędników, którzy łaskawie te pieniądze mają rozdzielać najuboższym. Ci, dla których te pieniądze mają być przeznaczone dostają ułamek tej kwoty! Powiecie, teraz ZUS się tym będzie zajmował. A co to jest ZUS? To stado urzędników siedzących wokół JEBANEJ JAK CAŁA GALAKTYKA CZARNEJ DZIURY, w której giną pieniądze wpłacane tam przez ludzi pracujących. Czy będzie to przechodzić przez ZUS czy inne państwowe ustrojstwo – zawsze sporą część pierwotnej kwoty zeżre moloch państwem zwany. Ale wróćmy do podatków dla najbogatszych. Tak więc państwo chce zwiększyć im podatki. Bogaci więc znów zatrudniają doradców, którzy znajdą im obejście. Widzicie to? Bogaci zatrudniają a państwo zabiera! Jak bogaci zatrudniają, to zatrudnieni płacą podatki. Jak państwo zabiera, to bogaci nie zatrudnią i państwo nie dostanie podatków. No to, powiedzcie mi, kto jest kurwa tym złym? Nie musicie mówić, ja wiem kto. Jeśli ktoś nadal chce doić z najbogatszych w ten sposób, żeby nakładać na nich kolejne podatki ten jest po prostu głupim chujem!

Podsumowując, jakie jest rozwiązanie problemu? Rozwiązaniem jest uproszczenie prawa, żeby nie dawało możliwości interpretacji. Rozwiązaniem nie jest dokładanie kolejnych podatków najbogatszym, bo to działa zupełnie odwrotnie niż chcieliby rządzący (też w większości nie myślący logicznie debile). Jeśli bogatym uda się zabrać część przychodów to oni to przerzucą na najbiedniejszych, podnosząc ceny swoich produktów czy usług. I opiekuńcze państwo znów przegrywa, bo niby zabrało bogatym, rozdało biednym ułamek tego, jak już wspomniałem, a najbiedniejsi zapłacą pełną podwyżkę towarów i usług. Czyli w ostatecznym rozrachunku to właśnie najbiedniejsi stracą na tym najwięcej. Proste i logiczne. A jak ktoś tego nie rozumie to mi kurwa strasznie w chuj przykro.

Opłata reprograficzna – zwykłe złodziejstwo

Śmieszą mnie wszelkie próby obrony pojęcia „opłata reprograficzna”. To jest najzwyklejszy rozbój w biały dzień (jak zresztą wiele innych podatków, jakie nałożyły na nas rządy, i wiele, które są jeszcze w planach i niebawem je ujrzymy) – ale do tego jesteśmy najwidoczniej przyzwyczajeni, skoro od 30 lat wybieramy do koryta tych samych socjalistów, którzy potrafią sięgać tylko do cudzych kieszeni. A jak się nazywa człowiek, który sięga do cudzych kieszeni? ZŁODZIEJ!!! Kiedyś takim skurwysynom ucinano ręce. Teraz siedzą na Wiejskiej i coraz więcej pieniędzy nam zabierają. Trzeba jeszcze jakiegoś innego dowodu, że Polacy są głupi? Chyba nie.

Zewsząd padają pytania – dlaczego producenci sprzętu mają płacić „artystom” (tak, w cudzysłowie, bo tych prawdziwych jest niewielu)? Nie będę przydłużał, więc od razu przejdę do sedna. Nakażmy więc uiszczać tę że opłatę firmom budowlanym, które budują kina, teatry, filharmonie i inne podobne przybytki kultury. Skoro producent telewizora, na którym można te „artystyczne wypociny” oglądać będzie musiał płacić – tak samo powinno być z producentami budynków, w których można robić to samo!

Amen!!!

…zawistny i podły… a dodatkowo jebany komuch…

Gdzieś przeczytałem, że „57% ankietowanych Polaków chce większego opodatkowania przez rząd PiS zarabiających powyżej 10 tys. zł brutto”. Jak dla mnie, jest to czysty dowód na to, że Polacy wciąż tkwią w głębokiej komunie a socjalizm jest ustrojem, który im najbardziej pasuje.

Jestem przekonany, że te „57% ankietowanych” zarabia poniżej 10 tysięcy brutto. Bo który rozsądny, pracujący człowiek, zgodziłby się bez zająknięcia, żeby państwo zabierało mu jego uczciwie i ciężko zarobione pieniądze? Owszem, pomagać trzeba. Ale zmuszanie do tego jest najzwyklejszym kurewstwem. I oczywiście świnie przy korycie zostawią sobie odpowiednie furtki, żeby nie musieć łożyć na patologię. Sami sobie krzywdy nie zrobią. Tak jak do tej pory, durny Polak gorszego sortu miał kwotę wolną od podatku w wysokości 3000 złotych, a świnia przy korycie dziesięciokrotnie więcej!

Wynika z tego powyżej jeszcze jedna rzecz. Wychodzi zwykła, typowa, polska zawiść. Jakiś skurwiel zarabia „za dużo? Dojebać mu podatek. Przecież mi, biednemu bezrobotnemu żebrzącemu pod spożywczakiem na „coś do jedzenia” należy się socjal jak nic! A ty, głupi przedsiębiorco, który zapierdalasz często 12 i więcej godzin na dobę, płać na mnie daninę!

Aż się prosi zacytować „Modlitwę Polaka” z filmu „Dzień świra”:

Gdy wieczorne zgasną zorze,
Zanim głowę do snu złożę,
Modlitwę moją zanoszę
Bogu Ojcu i Synowi:
„Dopierdolcie sąsiadowi!
Dla siebie o nic nie wnoszę,
Tylko mu dosrajcie proszę.”

Kto ja jestem? Polak mały
Mały, zawistny i podły.
Jaki znak mój? Krwawe gały.
Oto wznoszę swoje modły
Do Boga, Marii i Syna:
„Zniszczcie tego skurwysyna
Mego brata, sąsiada,
Tego wroga, tego gada.”

„Żeby mu okradli garaż,
Żeby go zdradzała stara,
Żeby mu spalili sklep,
Żeby dostał cegłą w łeb,
Żeby mu się córka z czarnym
I w ogóle żeby miał marnie,
Żeby miał AIDS-a i raka.”
Oto modlitwa Polaka.

Nie chcesz trafić do piekła?

Wielu ludzi ma problemy z tzw. „byciem dobrym”. Katolicy mają deklaog, którego powinni przestrzegać i żyć z nim w zgodzie, aby po śmierci dostać się do Nieba. Życie niestety nie jest różami usłane. A wręcz przeciwnie, najczęściej jest upaprane gównem, które co prawda jest świetnym nawozem dla róż, ale samo z siebie róż nie przypomina i różami nie pachnie. Dlatego czasami cholernie trudno jest zachować się zgodnie z przepisami. Dla tych wszystkich, którzy czasem lubią albo potrzebują obejść prawo kościelne szerokim łukiem mam prosty przepis na uchronienie się przed Piekłem. Wystarczy oprzeć się za zapisie z ewangelii kolegi Mateusza. W przypowieści o talentach jest zapisane: „tam będzie płacz i zgrzytanie zębów„. Wystarczy więc, że przed śmiercią zażyczycie sobie, żeby tuż przed albo w trakcie przekraczania ostatniej bramy wybito/usunięto wam wszystkie zęby. Tadam!!! I Do piekła was nie wpuszczą, bo nie będziecie mogli zgrzytać!
Przypuszczam, że nie będzie również problemów z późniejszym ich usunięciem, czyli nawet po śmierci, bo te słowa dotyczą się tego, co się stanie na Sądzie Ostatecznym – więc czasu na reakcję jest sporo.

Zabawa dla pojebów?

Dziś sylwestrowo z cyklu „znalezione w sieci”. Ktoś, gdzieś… test jak na załączonym obrazku.

„Masz 10 sekund, aby wymyślić słowo…”. Po czym w odpowiedziach mamy takie słowa: „kajak, królik, kruk, kurczak, kwiatek, krupnik, kotek, korek, kujawiak, karabinek, kok, krzyk, kierownik, kark” i cała masa innych, które doskonale wszyscy znają. Co za debile piszą te odpowiedzi? Przecież w poleceniu jest wyraźnie „wymyślić słowo”!!! Czytać, kurwa, nie potraficie? A może i potraficie, ale już ze zrozumieniem to wszyscy na bakier. Przecież „kruk”, „kurczak” czy „kajak” to są słowa, które już ktoś wcześniej wymyślił! One są już od dawna używane, więc NIKT, kurwa, NIKT!!! nie podał ani jednej poprawnej odpowiedzi. Wszyscy oblali test!

Amantadyna – ograniczona dostępność

Aż musiałem zapytać Google’a, kto to ten Adaśko. Okazuje się, że to jakiś: ekonomista, nauczyciel akademicki, urzędas i menedżer. Ani pół słowa o jakimkolwiek wykształceniu medycznym. Ale nie przeszkadza to w trwaniu na stolcu ministra zdrowia i tegoż stolca kurczowego trzymania się. To właśnie Adam Niedzielski zabronił stosowania amantadyny w przypadkach choroby covid-19. Zapamiętajcie to dobrze!!! To przede wszystkim ten wypierdek ma krew na rękach. To on pod koniec listopada podpisał wyrok na dziesiątki, jak nie setki ludzi, których (a coraz więcej na to wskazuje) można by uratować.

Ale przyglądnijmy się cytatowi. Jak się okazuje, stosowanie amantadyny dla chorych na covid-19 „ograniczyło dostępność” tego leku dla chorych na parkinsona. Wcześniej jednak, ci sami bandyci, bez mrugnięcia okiem ograniczyli obywatelom dostęp do zabiegów, operacji oraz ogólnie pojętej służby zdrowia. Nagle postanowili ratować garstkę chorych na parkinsona! Tak, garstkę, rocznie to około 8000 nowych przypadków, „oficjalnego covida” obecnie mamy co najmniej tyle samo każdego dnia. Pragnę zauważyć, że amantadyna została pierwotnie zarejestrowana jako lek PRZECIWWIRUSOWY!!!

Ten marny ministerzyna martwi się o lek, który jest jednym z wielu, jaki mogą przyjmować chorzy na parkinsona. Dodatkowo, to raczej lek, który zwalcza skutki uboczne innych leków stosowanych przez pacjentów. Nie martwi go to, że może to być, na razie jedyny znany, lek ratujący życie chorym na covid-19 z bardzo ostrymi objawami. Chorych na parkinsona chroni, chorych na covid-19 skazuje na śmierć. Czyich interesów, można więc zapytać, pilnuje ten szubrawiec?!? Z całą pewnością nie nas – pacjentów!

A dodam jeszcze, że gdyby nie takie „pionierskie” podejście do testowania różnych substancji – to ludzkość nigdy nie doszłaby z medycyną do takiego poziomu, jaki mamy obecnie. Więc niech ci bandyci nie próbują się zasłaniać „brakiem badań klinicznych”. Mamy wojnę i każda broń, która wydaje się być skuteczna, jest warta użycia. Nie tylko taka, która przynosi dochody ściśle określonej grupie ludzi!

Zresztą, tu nie ma mowy o żadnym „pionierkim” podejściu. Do wniosków o rzekomej skuteczności amantadyny na covid-19 doszli na początku epidemii polscy lekarze, którzy obserwowali chorych na parkinsona, zakażonych wirusem SARS-CoV-2. Więc to nie był jakiś szalony wymysł jakiegoś lekarza z Przemyśla. On tylko odważył się pójść dalej! I za to powinien dostać medal (jeśli faktycznie okaże się, że amantadyna jest skuteczna).

I nie, wcale nie chcę powiedzieć, że chorych na parkinsona nie powinno się leczyć. Chcę powiedzieć, że wszystkim, nie tylko „parkinsonowcom”, leczenie się należy jak psu buda – bo to nam gwarantuje Konstytucja! Za złamanie tego konstytucyjnego prawa powinien być co najmniej szafot!

Amantadyna – czyli jednak?

RMF i kilka innych mediów powieliły tweeta pana Marcina Warchoła (podobno wiceministra sprawiedliwości – nie znam człowieka), w którym przyznaje on, iż amantadyna działa bardzo skutecznie na SARS-CoV-2 i stawia ludzi z ciężkimi objawami na nogi już następnego dnia. Opinię swoją motywuje tym, iż przetestował ten lek na sobie i swojej rodzinie, która przechodziła COVID-19 znacząco objawowo.

Nasuwa się tu kilka pytań, pozwólcie, że je zadam (nie oczekując oczywiście odpowiedzi).

Skoro kilka(naście) dni temu minister od zdrowia (czy inna pierdoła) postanowiły ZABRONIĆ użycia tego leku w przypadkach zakażeń koronawirusem – kto i jakim prawem zapodał ten lek rzeczonemu?

Czy ten doktorek, który szczekał na doktora Bodnara i chciał go niemalże wieszać czy publicznie rozstrzelać, pokusi się o proste „przepraszam” jeśli faktycznie okaże się, że amantadyna potrafi skutecznie radzić sobie z wirusem?

Czy mając potencjalnie zajebisty lek nadal będziemy pakować forsę w wątpliwe i nie wiadomo jak długo skutecznie szczepionki?

Czy w ogóle ministerstwo zdrowia podejmie temat? Przecież ktoś musi na tej całej pandemii zarobić. A kto zarobi na istniejącym już i bardzo skutecznym leku?