Równi i równiejsi

Czy ktoś wierzy w sprawiedliwość? Ja być może uwierzę. Wszystko zależy od wyniku jaki da pozew jednego z obywateli. Dotyczy on wysokości odszkodowania dla rodziny tragicznie zmarłego w wypadku samochodowym gościa. Ale do rzeczy.

Jak wszyscy wiemy (a jak nie wiemy to właśnie się dowiemy) Konstytucja Rzeczpospolitej Polskiej GWARANTUJE każdemu obywatelowi RÓWNOŚĆ wobec prawa. Art. 32 punkt 1 mówi „Wszyscy są wobec prawa równi. Wszyscy mają prawo do równego traktowania przez władze publiczne.” Trzymając się tego kurczowo pewna rodzina wystąpiła do sądu o zasądzenie odszkodowania w wysokości zaproponowanej przez polski nieRząd rodzinom ofiar wypadku zwanego przez niektórych katastrofą smoleńską. Jak głoszą ostatnie wieści w tej sprawie, miłościwie nam panujący premier Tusk, łaskawym okiem postanowił spojrzeć na ofiary losu i podarować im lekką ręką 250 baniek. Baniek, na które oczywiście złożymy się my wszyscy. Pieniążki te nie pójdą w całości z kieszeni premiera, tak jak nie funduje tenże żadnych innych danin, jakie z ochotą na obywateli nakłada, zrzucając winę na sytuację w kRaju (czyli pośrednio na własną nieudolność). Tak to po raz kolejny przychodzi nam płacić za kompletny brak kompetencji świń przy korycie, które wybrane zostały przez zacofany i otumaniony naród. Naród, któremu banda takich samych debili dała prawo do decydowania kto może a kto nie nim kierować.

Wróćmy jednak do wątku głównego. Mamy więc 250 baniek dla każdego członka (oraz zapewne waginy) rodziny ofiary wypadku jaki miał miejsce pod Smoleńskiem. Podążając tym tropem (trupem?) należało się spodziewać szybkiej reakcji ze strony społeczeństwa, które, wbrew temu co świnie sądzą, myśleć potrafi. Pierwsza rodzina już wystąpiła do ubezpieczyciela o odszkodowanie za śmierć syna w wypadku samochodowym w adekwatnej wysokości. Czymże wszak różni się ból po utracie syna od bólu jaki przeżywały rodziny zmarłych w wypadku pod Smoleńskiem? Jeśli ktoś znajdzie różnicę, to z miejsca mu gratuluję.

Mam nadzieję, że na jednym pozwie się nie skończy. Mam nadzieję, że pozwów takich będzie całe mnóstwo. I mam nadzieję, że całą odpowiedzialność poniosą rządzący, którzy bezmyślnie wydają nasze pieniądze. Co prawda, o ile dwie pierwsze nadzieje mają szansę na spełnienie, o tyle jestem pewien, że świnie wykręcą się sianem – jak to do tej pory było.

A na koniec, niech wolno mi będzie przytoczyć słowa profesora w ząbek czesanego Jerzego Pisulińskiego: „Wyższe zadośćuczynienia pociągną za sobą wyższe podatki, wyższe ubezpieczenia, których i tak wielu kierowców już nie płaci. Będą również wyższe koszty leczenia, a szpitale będą żądać wyższych kontraktów od NFZ. Przecież na zadośćuczynienia wypłacane przez skarb państwa składamy się ja i pan. Chce pan płacić wyższe podatki? Każdy kij ma dwa końce„. Nosz kurwa jego jebana w pizdę jeża mać. To ma być argument osoby inteligentnej (no bo chyba literki prof przed nazwiskiem do czegoś zobowiązują)? To mamy ludziom nie płacić odszkodowań, bo „będziemy płacić większe podatki”? Czyli według pana profesora jednym się kasa za tragedię należy a innym nie tylko dlatego, że ci pierwsi zostali okrzyknięci przez jakąś bandę niedorozwiniętych partyjniaków świętymi a ci drudzy to zwykli obywatele? Może czas na solidną weryfikację kadry nauczycielskiej w tym kRaju, bo ja osobiście swoich dzieci pod opiekę takich niedouczonych belfrów nie oddałbym za żadne skarby!

Jeśli nie PO to kto?

Jego eminencja Marszałek Sejmu pan Schetyna raczył rzucić takie pytanie podczas wywiadu w radiu TOK FM: „Jak ktoś deklaruje w gazecie, że już nie będzie głosował na Platformę Obywatelską, to niech w drugim zdaniu powie, na kogo w takim razie będzie głosował w zamian. Na PiS? Na kogoś innego? W ogóle nie będzie głosował?”. Ponieważ wkurwił mnie na maksa ten fragment, chciałem wylać nań swoją żółć.

W niektórych kręgach Platforma Obywatelska uchodziła, w przeciwieństwie do PiS, za grupę ludzi dość inteligentnych. Ludzi, którzy wiedzą co i jak zrobić, żeby w Polsce wszystkim żyło się lepiej. Oczywiście zawsze ich głównym targetem była elita i ludzie bogaci. Nie na darmo otaczali się samą śmietanką inteligencji polskiej. W końcu, „z jakim przestajesz takim się stajesz” jak mówi stare przysłowie pszczół. Jak się jednak okazało – nic bardziej mylnego. Wręcz przeciwnie. Na tle tejże inteligencji, banda Platfusów z dnia na dzień zaczęła wyglądać coraz marniej. Boję się, że przysłowie to może zacząć działać na drugą stronę medalu i zdegradować i tak trzebioną przez śmierć ze starości polską inteligencję. Jakież wtedy wzorce nam pozostaną? Pytanie to pozostawię bez odpowiedzi.

Pyta więc pan Schetyna „Jeśli nie PO to kto?” Chciałbym w tym miejscu odpowiedzieć „temu misiu”: wszystko, byle nie PO. Platfusy chełpią się tym, iż Polska przebrnęła przez kryzys bez większego uszczerbku. Abstrahując od tego kto jest faktycznym ojcem tego sukcesu, warto by zapytać: dlaczego więc nie korzystacie z dobrodziejstw tego zwycięstwa? Dlaczego zamiast inwestować w dobre pomysły i reformować dalej, stopujecie reformę za reformą? Dlaczego zysków wyniesionych z gładkiego prześliźnięcia się przez kryzys nie zainwestować w przyszłość? Dlaczego czepiacie się najprostszych pomysłów, czyli wyciągania kasy od prostego obywatela zamiast poszukać jej tam, gdzie jej faktycznie jest mnóstwo? Dlaczego zamiast ułatwiać ludziom pracę i zarobek, robicie zupełnie odwrotnie? Zapytajcie samych siebie, czy Polskę stać na podwyżkę podatków? Odpowiedź uzyskamy bardzo szybko – już przy pracach nad następnym budżetem. Zdziwiony będę, kiedy powiecie, że kupka w państwowej kasie rośnie.

A wszystko to dlatego, że zyski jakie dało nam sprawne przejście przez kryzys dawno już zostały przechlane i przehulane. Mamy pełno nowych urzędów, choć w starych większość urzędasów się nudzi i odlicza czas pomiędzy jedną a drugą kawą zamiast sprawnie załatwiać sprawy petentów. Uradowana tym stanem rzeczy jest cała banda kolesiów, oraz rodzina i krewni królika. Państwo tonie w coraz większych długach ale władza ma to głęboko w swych coraz bardziej opasłych dupskach! Władza przecież za to nie zapłaci. Ciemny naród z własnej kieszeni zrzuci się na wszechpotężną głupotę świń przy korycie. Ci sami ludzie, który wcześniej te świnie do koryta zaprosili, teraz będą płacili za swoją głupotę. Czy ostatnie 20 lat na prawdę niczego Was nie nauczyło? Czy tak ślepo wierzycie, że ta sama sitwa, którą już niejednokrotnie pogoniliście od koryta, nagle doznała olśnienia i uświęcenia? Może czas jednak dorosnąć? Może czas pokazać tej trzodzie z Wiejskiej, że nie chcemy więcej ich parchatych ryjów oglądać? Dlatego mam jedną, ale za to ogromną prośbę. Jak już pierdolniecie się solidnie w swoje durne, puste łby, w kolejnych wyborach nie głosujcie ani na PO, ani na PiS ani nawet SLD czy PSL. Zagłosujcie na tych z samego dna list wyborczych. Pokażcie tym samym, że także samo głęboko w kiszce stolcowej macie tych, którzy na każdym kroku w radiu, telewizji i prasie nie wstydzą się pokazywać, że tamże i nas mają.

Do pierdla za prawdę, na piedestał za chuj wie co

Głośna ostatnio sprawa portalu WikiLeaks nie schodzi z pierwszych stron gazet, ust wszelkiej maści „mądrych głów”, ekranów telewizyjnych i innych mniej lub więcej opiniotwórczych mediów. Przypomnijmy w zajebiście wielkim skrócie: jedni ludzie mówią i robią co chcą, światu przedstawiają zupełnie inną „prawdę” na temat swoich poczynań a inni ludzie próbują pokazać prawdziwe oblicze kłamców. Za tymi pierwszymi stoją wielkie pieniądze, cała „śmietanka” tego świata. Tych drugich pcha do czynów prosta chęć głoszenia prawdy za wszelką cenę. Jak zapewne wielu z Was przypuszcza, ci pierwsi są na pozycji wygranej a ci drudzy z całą pewnością dostaną wpierdol. Widzimy tutaj idealny obraz tego, jak ten świat jest skonstruowany. Nie ważne kim jesteś, co mówisz i co robisz. Ważne, że za tobą stoi gruba gotówka, która zwęszy wszędzie dobry interes. To warunek wystarczający do bycia tym, co ma zawsze rację. Jeśli jeszcze, zupełnie przypadkiem, jesteś prezydentem państwa, które zwie się Stany Zjednoczone Ameryki Północnej – toś chłopie w czepku urodzony. Lepiej trafić nie mogłeś.

Cały ten post jest wynikiem tego, że znalazłem gdzieś w necie poniższy obrazek.

Idealnie tu widać przykład, że wystarczy mieć odpowiednią pozycję a chwała i sława sama do Ciebie przyjdzie. Nie musisz kiwnąć nawet palcem, ni pierdu z dupy wydobyć. Dla przyznających Pokojową Nagrodę Nobla nie ma znaczenia, że jesteś prezydentem kraju, którego żołnierze, pod szyldem niesienia pokoju, zabijają niewinnych ludzi. Aby zdobyć Pokojową Nagrodę Nobla wystarczy mieć kolor skóry odmienny do nazwy budynku, w którego pokojach obecnie zamieszkujesz. Przerażające jest to, że nagrodę tą przyznają ludzie, wydawałoby się mądrzy i inteligentni – zasiadający w Parlamencie Królestwa Norwegii. W taki to sposób Do grona takich osobistości jak Matka Teresa, Lech Wałęsa czy Lekarze Bez granic dołączył murzynek bambo z dupy wyjęty. Czy można tą nagrodę nazywać nadal prestiżową?

Z przeciwnej zaś strony barykady stoi Julian Assange, człowiek, który otrzymał w 2009 roku nagrodę Amnesty International Media Award, za odkrycie zabójstw i tajemniczych zaginięć w które był zamieszany rząd Kenii. Współtwórca WikiLeaks, z której możemy się dowiedzieć m.in. jak beztrosko, z zimną  krwią i z bezpiecznej odległości (odległości, która nie daje im możliwości faktycznej oceny sytuacji), amerykańscy żołnierze mordują ludzi w czasie inwazji na inny kraj.

I choć sam jestem zdania, że terrorystów powinno się wyrżnąć w pień jak najszybciej, to w tym przypadku zaczynam się zastanawiać – kto do chuja faktycznie jest tym terrorystą?

Nachapać się, nie ważne jakim kosztem

Tematem dzisiejszego wykładu będzie „Zachłanność obrońców praw biednych i okradanych autorów”. Temat rzeka, z całą pewnością można rzec.

Świat debilami stoi. Pełno ich, gdzie nie spojrzeć. A najwięcej – w telewizornii i innych mediach. To ci, których najgłośniej słychać. Ci, którzy wyskakują z coraz to nowszymi pomysłami naprawiania świata. Najprostsze metody wydają się dla nich niewidoczne. Zapewne dlatego, że na nich nie da się tłuc kasy.

Zapewne wszyscy wiedzą, że w cenę czystych płyt CD przeznaczonych do nagrywania wliczona jest danina na rzecz wielkich koncernów. Kupujesz płytę chcąc zrobić na niej archiwum swoich własnych (w znaczeniu wykonanych przez siebie) fotografii – płacisz koncernom myto. Chcesz zrobić kopię swoich własnych dokumentów – płacisz bandytom haracz, bo z całą pewnością chciałeś zapisać tam piracką muzykę a twoje prywatne pliki są tylko przykrywką.

Podatek ściągany w ten sposób okazał się jednak zbyt mały. Miliony sprzedanych czystych płyt CD nie są w stanie zapełnić nieskończenie głębokich kieszeni nierobów mieniących się „obrońcami praw autorskich”. Polacy postanowili nie być gorsi. Usiedli więc przy kawie i wymyślili nowy sposób na wydarcie z ludzi pieniędzy. Skoro z płyt więcej się nie da – opodatkujmy urządzenia cyfrowo rejestrujące obraz. Od dawna wiadomo, że ludzie robią tymi  urządzeniami kopie utworów (w bardzo ogólnym tego słowa znaczeniu) objętych prawami autorskimi. A skoro je kopiują – muszą płacić.

Najciekawszy jest sposób w jaki ci idioci tłumaczą zasadność tego podatku. Otóż nie jest istotny fakt przeznaczenia danego urządzenia. Już sama możliwość wykonania nim kopii jest wystarczająca. Dochodzimy więc do absurdu podobnego jak w przypadku płyt CD. Nie ważne, że chcesz nagrać na płytę swoje własne dane, wystarczy, że jest możliwość nagrywania na nim nielegalnych plików. Idźmy dalej tym tropem i nałóżmy myto na długopisy i ołówki – przecież nimi można haniebnie przepisać książkę! A na czym taka książka przepisana bywa? Tak, na papierze. Przyjebmy więc 1% podatku do papieru wszelkiej postaci, nie pomijając papieru toaletowego czy ściernego.

Na koniec poleciłbym opodatkować tą stawką każdego człowieka, który jest w stanie nauczyć się na pamięć jakiegoś tekstu czy też zapamiętać obraz widziany własnymi oczami. Toż to piractwo w biały dzień! A leżą tu pokłady niekończącej się kasy. Taki człowiek zapewne co roku musiałby płacić 1% swojej wartości. A jako że wartość życia ludzkiego jest nieskończenie wielka – nieskończenie wiele kasy wpływałoby do kieszeni pazernych, opasłych skurwysynów, bo chyba nikt nie sądzi, że ta danina idzie do kieszeni autorów?

Albo rozstrzelajmy wszystkich kretynów srających co chwilę takimi pomysłami – życie z pewnością stanie się prostsze i tańsze, bo nie będzie potrzeby utrzymywania podobnej im bandy betonów.

Balkonowi palacze…

Dziś pragnę wyżyć się na dość sporej grupie skurwieli. Skurwieli, którzy korzystając z prawa do wolności, zabierają tę wolność innym, nic sobie z tego nie robiąc. Skurwieli, którzy swojej wolności będą bronić za wszelką cenę i nie dadzą się przekonać, że inni też mają takie same prawa. Skurwieli, którzy za każdym razem demonstrują swoją bezdenną głupotę. O kim mowa? O balkonowych palaczach.

Pragnę zaznaczyć, że nie mam nic przeciwko ludziom palącym papierosy. Jeśli ktoś ma ochotę się truć i powoli zabijać – jego wybór. Bo niby kto mi dał prawo do decydowania o życiu innych ludzi? Jeśli ktoś twierdzi, że ma takie prawo, niech zakaże potencjalnym topielcom pływać, niech zabroni sprzedaży lin wisielcom, niech kara podcinających sobie żyły za posiadanie żyletek (tak, jak karamy ćpunów za posiadanie prochów).

Szczytem kurewstwa jest jednak, jeśli taki palacz truje innych. Jeśli przy tym powołuje się na prawo wolności, powinien dostać najzwyczajniej po ryju. Dlaczego taki bezmózgi kutas ma mieć prawo palić a bogu ducha winny niepalący Kowalski musi siedzieć cicho, jeśli palacz dmucha mu w nos smrodem (i trucizną)? Dlaczego za dosypanie teściowej arszeniku do żarcia pójdę do pierdla a taki buchający na wszystkich dookoła trującym dymem chuj nie?

Ja wiem dlaczego. Bo producenci arszeniku nie robią dużego biznesu na zabijaniu ludzi a producenci tytoniu – owszem. Producenci tytoniu mają wystarczająco kasy, żeby kupić sobie większość rządzącą, która przepchnie każdy zadowalający ich przepis a odrzuci wszystko co godzi w ich interesy. A skąd ta kasa? Odpowiedź na to pytanie jest bardzo krótka a jednocześnie straszliwie przerażająca. Świat jest pełen głupców! Czy ktoś z was pochłonąłby śmiertelną dawkę trucizny, gdyby ktoś mu powiedział, że umrze? Nie sądzę. Czy ktoś z was zagrałby z własnej, nieprzymuszonej woli w rosyjską ruletkę pomimo, iż nie ma 100% pewności, że zarobi kulkę w łeb? Jestem przekonany, że nikt. A powiedzcie mi, czym oba powyższe różnią się od palenia tytoniu? Według mnie – niczym. Dlaczego więc ludzie wybierają palenie?

Pozostawię powyższe pytanie bez odpowiedzi, bo pewnie niejedną pracę doktorską można by na ten temat napisać. Wracając do tematu, chciałem jeszcze parę wyzwisk rzucić w stronę tej bandy skurwieli, którzy palą na balkonach. W ostatnich dniach zanotowaliśmy dość znaczny wzrost temperatury w trakcie dnia. W niektórych miastach podobno sięgnęła ona nawet poziomu 40 stopni. Temperatura w środku nieklimatyzowanych budynków zbliżała się do 30 stopni. Jedynym sposobem na jej obniżenie było otworzenie okien po zachodzie słońca. Ale, żeby nie było tak pięknie i prosto – na scenę wkraczają balkonowi palacze. I zaczęło się „grillowanie”. I smród na całe mieszkanie w ciągu kilku sekund. A spróbuj zrobić przeciąg, żeby to wywietrzyć to cie z drugiej strony inny kutas zaatakuje. I chcąc, nie chcąc, dbając o zdrowe płuca człowiek się gotuje we własnym sosie. Dlaczego? Bo jakiś chuj czy głupia pizda postanowili się podtruć, sprzedając trochę „towaru” innym przy okazji.

Jestem za całkowitym zakazem palenia na świeżym powietrzu. Jeśli  jakaś banda kretynów chce się truć, dlaczego nie zbudować im jakiegoś bunkra w którym będą to robić? Otwórzmy specjalne restauracje, bary, puby dla palących dając szansę niepalącym na spędzenie kilku miłych chwil bez ryzyka przedwczesnej śmierci na raka płuc. Zacznijmy wreszcie surowo karać wszystkich, którzy łamią zakaz palenia w miejscach publicznych. Jakże często widać, że przepisy jakie mamy, są notorycznie olewane. A z resztą, jak mają być nie olewane, skoro mają trafiać do głupców (bo fakt, że osoby palące są debilami już chyba wyżej udowodniłem)? A takich uczy się tylko kijem i to grubym i twardym.

Piszę to wszystko z punktu widzenia osoby, która kiedyś paliła. Nikt nie może zarzucić mi, że piszę o czymś, czego nigdy nie doświadczyłem. Tak, ja też byłem kiedyś w szeregach tych kretynów. Na szczęście w porę się opamiętałem (zmądrzałem?).

Do roboty kurwie syny!

Kurwica mnie bierze. Czytam sobie spokojnie interię, aż nagle trafiam na kolejny pomysł z serii „co by tu, kurwa, wymyślić, żeby naród czuł się jak po lodzie, ale żebyśmy my ryja wysmarowanego nie mieli„. Panowie pOsłowie szykują nam kolejną rewolucję w przepisach. Tym razem oberwało się fotoradarom.

Panowie ich jebana mać pOsłowie postanowili (rzutem na taśmę, przed wysłaniem swoich opasłych dupsk na wakacje, o których normalny obywatel może sobie pomarzyć), po raz kolejny, przerzucić piłeczkę do innego ogródka. Interes się kręci, monotonia zabita ciągłymi zmianami, skołowani obywatele od dawna się w tym wszystkim nie łapią – dobrze jest.

Jakiemuś kołkowi nie spodobały się fotoradary ustawione kaskadowo. Zapewne albo sam zbyt często był fotografowany albo jego smark, w nowiutkiej bryce podarowanej przez tatusia, za często prosił o „korektę zapisów w bazie wykroczeń”. O co jednak w tym wszystkim biega? Sprawa wygląda tak. Jakiś tam urzędas stwierdza, że na danym obszarze powinno być ograniczenie prędkości. Ograniczenie to podyktowane jest względami bezpieczeństwa. Weźmy pod uwagę taki obszar zabudowany. Wiadomo, ryzyko napotkania plątających się wszędzie pieszych jest znaczne – należy więc zwolnić. Ponieważ jednak nie każdy kierowca sądzi tak samo, należy mu to przypomnieć znakiem drogowym ustawionym na początku rzeczonej strefy. No i jest świetnie, a w zasadzie, powinno być świetnie. Powinno, bo debili wszędzie pełno, na drogach zwłaszcza. Dla niektórych teren zabudowany jest równoznaczny z drogą szybkiego ruchu. Z tego więc powodu, ktoś mądry wpadł na pomysł, ustawienia w niektórych miejscach urządzenia rejestrującego wykroczenia fotoradarem potocznie zwanego.

Teraz proszę wszystkich kierowców o zadanie sobie pytania: „jak właściwie zachowuję się po minięciu fotoradaru?„. Jestem święcie przekonany, że znacząca większość odpowiedziała na to pytanie tak: „przyspieszam„. Czy to nie jest łamanie przepisów? Oczywiście, że nie jest o ile przyspiesza się do prędkości dozwolonej na danym obszarze. Jednak po chuj było zwalniać przed fotoradarem do prędkości niższej niż dozwolona? Tak na wszelki wypadek? Przecież średnio rozgarnięty, pryszczaty nastolatek wie, że fotoradary ustawione są powyżej maksymalnej prędkości dozwolonej. Po jakiego więc grzyba zwalniać i zaraz przyspieszać? Ani to rozsądne z punktu widzenia ekonomiki jazdy, ani bezpieczne.

Skoro już wiemy, że większość kierowców po minięciu fotoradaru powraca do prędkości niedozwolonej, dlaczego więc nie postawić zaraz kolejnego fotoradaru? Bo jakiś penis stwierdził , że służy to niecnemu celowi zarabiania pieniędzy? A co z tym procederze jest złego? Cała światowa gospodarka polega na tym, że są ludzie którzy chcą zarabiać pieniążki. Zarabiają po to, żeby innym dać zarobić i tak się to kręci od lat, raz lepiej a raz gorzej. Zależy kto przy tym obiegu aktualnie grzebie, żeby za darmo podpiąć się do tego rurociągu kasy i napchać sobie kieszenie.

Zawsze wydawało mi się, że jeśli na jakimś obszarze jest ograniczenie prędkości, to znaczy, że zostało ono nałożone celowo. Celem zazwyczaj, jak już stwierdziłem wyżej, jest poprawa bezpieczeństwa. Owszem, zdarzają się pomyłki czy też zupełnie bezsensowne ograniczenia – nic jednak nie daje nam prawa srać na nie! Czy fakt postawienia fotoradarów kaskadowo zmienia nagle klasyfikację danego obszaru? Czy idiota (a z nim zapewne stado ponad 400 baranów), który postanowił zmienić przepisy zastanowił się nad tym? Oczywiście nie, bo myślał zapewne o własnym interesie.

Jest proste lekarstwo na ukrócenie tego znienawidzonego procederu. Zamiast co chwilę grzebać przy przepisach, zmieniać je, poprawiać (pierdoląc je doszczętnie przy okazji), „poproście” wszystkich kierowców, aby przestrzegali przepisów. Czy byłaby mowa o kaskadowych fotoradarach gdyby każdy z kierowców jeździł zgodnie z obowiązującymi przepisami? Z całą pewnością nikt by nie zwracał uwagi na stojące przy drogach skrzyneczki – bo i po co? Niech sobie stoją, niech się kurzą, może posłużą ptakom za gniazda?

Jestem zwolennikiem zaostrzenia przepisów w dziedzinie karania łamiących prawo (nie tylko prawo o ruchu drogowym). Jak widzę, że jakiemuś filantropowi w dupę bez wazeliny jebanemu zachciało się pochylić nad wyzyskiwanym kierowcą, to mi się odbyt na lewą stronę wywraca. Wziął byś się ciulu jeden z drugim za porządną robotę, uprościlibyście prawo podatkowe, zlikwidowalibyście przywileje niektórych grup zawodowych, które nadane im zostały przez nieboszczkę komunę, a które powinny zniknąć wraz z jej śmiercią. Zlikwidowalibyście KRUS, do którego non stop się dopłaca, zreformowalibyście ZUS, który trwoni nasze, ciężko zarobione pieniądze. Do roboty kurwie syny! Nie odwracajcie głowy od prawdziwych problemów! Łatwo wam to przychodzi bo za wasze błędy i tak zapłacimy my, zwykli obywatele! A wam, nawet jak wyjebiemy was od koryta, wasi kolesie nie dadzą (niestety!!!) zdechnąć.

Jeden chuj

Po wynikach wyborów (jeszcze nieoficjalnych), będziemy mieć drugą turę. Teraz dopiero zaczną się przepychanki: a bo Komorowski, a bo Kaczyński. A ja wam powiem – jeden chuj który wygra. Z punktu widzenia dupokracji, lepiej byłoby, żeby wygrał Kaczyński. Przeciwwaga dla rządzących oszołomów-platformersów powinna być. Nie może być tak, żeby ci co rządzą nie mieli żadnego hamulca, żadnej ściany od której mogliby się odbić pędząc bezmyślnie przed siebie. Szczerze więc życzę panu Komorowskiemu, żeby wzorem Tuska z poprzednich wyborów poniósł zaskakującą porażkę!

Jednocześnie jestem zagorzałym przeciwnikiem kolejnego Kaczyńskiego na fotelu prezydenckim. Trzeba być nieźle pojebanym, żeby głosować na tego „kartofla” (cytując jeden z niemieckich dzienników). Jednak, kogokolwiek byśmy nie wybrali w drugiej turze, nic to nie zmieni. Wszyscy ci kandydaci wywodzą się z jednego, lewicowego nurtu. Choćby ich partie mianowały się „prawicowymi”, to programy mają naszpikowane socjalizmem aż po same uszy. Tak więc mówię Wam, jeden chuj czy wygra Kaczyński czy Komorowski. Obaj panowie nie mają reprezentacyjnego wyglądu. Kaczyński wygląda – wszyscy widzą jak. Komorowski, może odrobinę lepiej, ale też jakąś taką myszą mu z gęby patrzy. Kaczyński jako ociec narodu sprawdziłby się „idealnie”, zwłaszcza, że z „bycia ojcem” ma takie doświadczenie jak ja z pierdolenia politycznych głupot w języku Suahili. Komorowski, jako reprezentant kraju, porozumie się z całym światem w czterech językach: polskim, rosyjskim i dwóch językach jakie ma w butach. Żenada! Naprawdę nie stać nas, Polaków, na godnych kandydatów? Czy musimy mieć wybór pomiędzy nienawistnym pokurczem a niedoedukowanym byle-kim?

Jeden chuj! Wali mnie kto wygra. W drugiej turze nadal będę głosował na Korwina-Mikke.

Kartoflisko Europy

Ile razy mam brać udział w wyborach, tyle razy klnę jak szewc. Nie tylko dlatego, że po raz kolejny nie ma na kogo głosować. Przeraża mnie fakt, że moi rodacy głosują nie kierując się rozsądkiem lecz emocjami. Nie mam tu na myśli ostatniego wypadku lotniczego, przerażony jestem tzw. „głosowaniem na przekór”. Ileż to razy czytając przeróżne artykuły o politykach widzę zaraz pod nimi komentarze internautów mówiące: „mam dość partii X, zagłosuję na Y”, „partia Y pokazała, że nie umie rządzić, zagłosuję na partię X”. Oczywiście normalnym jest fakt, że jeśli dana formacja się nie sprawdza, należy dać jej czerwoną kartkę. W Polsce ma jednak miejsce wypaczona wersja tego demokratycznego prawa. Owszem, nieudacznicy są odganiani od koryta. Na ich miejsce społeczeństwo wybiera kolejnych nieudaczników. Tych, których granatem od koryta oderwało trochę wcześniej. Po prostu zmieniamy miejscami X z Y w powyższych sentencjach, cała reszta pozostaje bez zmian. Ryje przy korycie też.

W czasie kampanii prezydenckiej komentarze takie są tym bardziej śmieszne i pokazują totalną głupotę i ignorancję ich autorów. Pokazują, że polakom nie zależy na dobrym, ponadpartyjnym prezydencie. Pokazują, że prezydent jest silnie powiązany z opcją polityczną, jaką reprezentuje. A idąc dalej tym tropem, każda obietnica kandydata mówiąca o chęci bycia „prezydentem wszystkich polaków” jest pusta jak czerep małpy, którą serwowano w postaci małpiego móżdżku. Jest to zwykłe pierdolenie w bambus, rzucanie pustych słówek wyborcom. Ale jak powiedział kiedyś Kurski – „ciemny naród wszystko kupi„. Owszem, zdanie co najmniej chamskie ale jakże prawdziwe w polskich realiach. Polakom można by sprzedawać gówno w cenie złota, byle było ładnie opakowane i odpowiednio rozreklamowane. Najlepiej w atmosferze skandalu z klerem w tle.

Przeraża mnie ogromna głupota polskiego społeczeństwa. Chciało by się rzec „mądry Polak po szkodzie„. A chuj! Kochanowski już dawno stwierdził, że Polak „i przed szkodą, i po szkodzie głupi„. Smutna prawda, aż wyć się chce. Przez 20 lat widzimy w telewizorni te same opasłe ryje. Te same gęby pierdolą to samo „trzy po trzy„. Te same obietnice niezmiennie od 20 lat pozostają niespełnione. Czy was, drodzy rodacy, dupa nie boli od tego ciągłego wypinania się na walenie bez masła? Jedno, co by nie mówić, musimy naszym pOsłom przyznać. Są tacy głupi, że nie zdołali spierdolić gospodarki na tyle, że jakoś utrzymała się na powierzchni zalewającego świat kryzysu. Nie zdołali też jej naprawić, co może zaowocować wielkim pierdolnięciem w przyszłości, kiedy cały świat znów pójdzie do przodu, a my znów, obudziwszy się z ręką w nocniku pełnym szczyn, zaczniemy gonić bambusów z afrykańskiego buszu.

Po każdych wyborach przychodzi czas na wyciąganie wniosków. Ileż to się mówi o frekwencji. Ileż to obietnic jest dawanych, że frekwencja wzrośnie, już się o to nowo wybrani postarają. Po czym dzień później zaczyna się codzienność. Sala sejmowa w czasie obrad – pusta. Konsekwencji nikt nie wyciąga. Jeśli ja bym nie przyszedł do pracy, ot tak, bo mnie jakiś kurwiszon przyległ, to by mi pracodawca zaproponował dwa wyjścia: albo wypad z roboty na kopach, albo, bardziej erotycznie, wyjebałby mnie na pysk. Skurwysynów przy korycie nikt nie rozliczy. Drą pieniądze, które społeczeństwo w pocie czoła pracujące im oddaje, nie czując na karku niczyjego oddechu. A przydał by się takiemu jakiś miły bamb… eee…  afro-kurwa-amerykanin z fujarą po kolana, który wymasowałby mu zwieracz w odpowiednim momencie, aby przypomnieć o obowiązkach pracownika. Może taka surowa lekcja przypomniałaby niektórym czasy, kiedy to ze śrubokrętem latali za „tysiącpińcet” na miesiąc (jak mieli szczęście). Wydaje mi się, że jedynym wnioskiem jaki politycy wyciągają po wyborach jest ten: „ale ten naród jest głupi, znów nam się udało„.

Jestem przeciwny prawu wyborczemu, które dopuszcza do kandydowania ludzi bez odpowiedniego wykształcenia i bez odpowiednio wysokiego statusu majątkowego. Przecież oczywistym jest że tuman po podstawówce prawa dobrego nie stworzy. Umiejętność zrozumienia zapisów ustaw takiego buraka kończy się na dacie dokumentu. Potem słyszy bełkot, który ułatwia mu drzemkę w ławie sejmowej. To samo tyczy się osób o niskich zarobkach. Czy taki biedak potrafi myśleć o czymś innym niż nachapaniu się po sam łeb i ustawieniu całej rodziny za wszelką cenę? Poza tym, jeśli taka osoba  jest nieudacznikiem w życiu, jakie wartości może wnieść kierując państwem? Rozkradnie co się da, spierdoli prawo, żeby otworzyć sobie drogę do nadużyć później, jak koryta zabraknie. A ucierpimy my, głupcy, którzy takich chujów do sejmu czy senatu wybraliśmy. Może warto się zastanowić jednak nad tym, przy kim stawiamy krzyżyki? Może nie warto czasem słuchać ojca dobrodzieja grzmiącego z ambony? Może czasem warto wyłączyć radio co zamiast głośnika „ma ryja”? Może warto czasem przyglądnąć się kandydatom, których telewizja, radio i prasa (opłacana przez tych, którzy cały czas siedzą przy korycie) z definicji spisuje na niepowodzenie? Niestety, zbyt łatwo poddajemy się tej indoktrynacji i nie dajemy szansy ludziom, często inteligentnym i z pomysłem.

Jeszcze sile reklamy chciałem akapit poświęcić. Oczywiście nie będę tu pierdolił o Chajzerze latającym z proszkiem do prania czy jakiejś głupiej dupie śliniącej się na widok wybielacza. Chodzi o reklamę, jaką politycy sobie fundują. Zgodnie z marketingową teorią, ci co najgłośniej krzyczą, są na pierwszych miejscach. Nie ważne czy pierdolą głupoty, czy tylko mijają się z prawdą i wykazują zupełny brak rozsądku. Wystarczy z widłami pójść na tory, rozsypać trochę zboża, wylać wagon gnojówki na ulicę czy z transparentami uniemożliwić ludziom dojazd do pracy. Nie ważne jak się mówi, ważne, żeby nazwiska nie przekręcili. Takim to sposobem od lat wielu gościmy u żłobu w większości folklor, który gnojem zalatuje. A ludziom, którym chciało się faktycznie pracować dla kraju – już się odechciało. Przerażające!

Prawdziwym problem jednak jest akt, iż Polaków nie miał kto nauczyć demokracji. Ledwie 20 lat od zmiany ustroju to za mało, żeby oczekiwać rozsądku i mądrości. Tym bardziej, że poprzedni ustrój wpoił nam zasady, które nijak się mają do demokracji i wolnego rynku. Są to dwa określenia, które pięknie wyglądają w nagłówkach gazet, miło się ich słucha w radiu i telewizji, ale nie znaczą one zupełnie nic dla większości społeczeństwa. Dlatego jesteśmy skazani na idiotów kierujących państwem. Jesteśmy skazani na przestępców, którzy bez honoru nadal garną do koryta. Potrzeba nam nie jednego Smoleńska ale kilku, aby oczyścić polską scenę polityczną, znormalizować ją, odstawić na boczny tor stare, skamieniałe umysły, i dać szansę młodym, którzy w obecnych czasach mają lepszy pogląd na kształt nowoczesnego i sprawnego państwa. Młodych, którzy nie patrzą ślepo w przeszłość i chcą rozliczać wszystkich z każdego pierdnięcia w towarzystwie. Młodych, którzy mają w dupie kto rozpoczynał wojny i kto je kończył a interesują ich dobre, partnerskie stosunki z każdym z sąsiadów. Polska będzie cały czas postrzegana jako kartoflisko Europy jeśli wokół koryta latać będą Kaczyńscy, Leppery i inne Niesiołowskie nieloty.

Udział w wyborach uważam za swój obowiązek. Jak to się ma do pierwszego zdania w tym poście? Ano tak, że idę i głosuję na swoich kandydatów. A to na Gąskę Balbinkę, a to na Koziołka Matołka. Z całą pewnością reprezentują sobą o wiele więcej niż niejeden członek (aż chce się użyć wulgarnej formy) Samoobrony czy PiSu. Tym razem będzie podobnie. Głos oddam na kandydata spoza oficjalnych list wyborczych (przynajmniej w drugiej turze – jeśli do takiej dojdzie). „Oddasz głos na Kaczyńskiego” – jakiś miłośnik Platformersów powie. Owszem, może i tak. Szczerze mówiąc, skoro nie mam na kogo głosować, wali mnie to kto będzie prezydentem (o ile nie będzie to burak pokroju pana w pasiastym krawacie). Prezydent w Polsce to i tak tylko marionetka, to lalka, którą pokazuje się na salonach. A w tym wypadku każdy wygląda jako tako po użyciu odpowiedniej ilości pudru i zatrudnieniu sztabu bęcwałów od socjotechniki. Powiem więcej, wręcz się cieszę, jeśli wygra ktokolwiek, któremu nie do końca miłe są poglądy głoszone przez PO. Osoba do studzenia zapędów tych bufonów zawsze się przyda. Taką funkcję pełnił dotychczas zmarły tragicznie nasz poprzedni prezydent (czy szanowałem ten wybór czy nie to już inna sprawa). Chciałbym, żeby nadal tak pozostało. A osobom, które mówią: „ale prezydent z innej partii będzie blokował prace rządu” odpowiem w ten sposób: „to się mogli chuje lepiej starać, żeby społeczeństwo nie miało wątpliwości, na kogo warto głosować„. Głos na jakiegokolwiek kandydata innego niż Komorowski jest wystawieniem żółtej kartki Platformie, partii która, jak do tej pory, dba tylko i wyłącznie o interesy bogatych.

Nas, bohaterów, prądem?

Zbieg okoliczności czy zaplanowany z góry ruch? Dwa różne artykuły w dwóch różnych wydaniach Gazety. Osobno nie znaczą nic. Razem mówią bardzo wiele.

Najpierw zostaliśmy poczęstowani informacją o zakamuflowanych podwyżkach. Zmiana sposobu rozliczania zużycia energii elektrycznej to dobry sposób. Aktualnych taryf, ich mnogości i sposobu naliczania nikt przy zdrowych zmysłach i tak nie kuma. Jak do tego dojdzie wróżenie z fusów czyli prognozowanie zużycia, klienci się posrają ze szczęścia, bo szanse pojęcia co się dzieje na ich rachunkach spadną poniżej zera (grupa Lady Pank kiedyś śpiewała „Mniej niż zero” – prorocy, kurwa, czy jak?).

Zaraz po tym dowiedzieliśmy się, na co te podwyżki pójdą. Kilak lat temu, w czasie kiedy firmy energetyczne były prywatyzowane, związki zawodowe „wywalczyły” (walka najczęściej polegała na straszeniu nowych właścicieli strajkami, o dialogu mowy być nie mogło) umowy, gwarantujące pracownikom zatrudnienie. Nie ważne czy będzie dla nich praca czy nie, mają być na liście płac i mają dostawać wynagrodzenie. Okres ochronny miał trwać 10 lat. W chwili obecnej okres ten jeszcze nie upłynął. Mamy więc, w dobie gospodarki rynkowej, przedsiębiorstwa, które tkwią głęboko w zatęchłym socjalizmie (tak jak ludzie ze związków). Przedsiębiorstwa te, zamiast konkurować, ku chwale swoich klientów, zastanawiają się jak wyciągnąć dodatkową kasę od nich, aby zrealizować tą, szkodliwą, umowę. Nikt związkowcom po ryju dać nie może, bo chroniąc dupy kilku nierobów (w tym swoje zwłaszcza) ujebali setki tysięcy polaków po same uszy w gównie. Przecież to nie prezesi tych firm będą za to płacić (choć na przelewach widnieją ich podpisy). To nie związkowcy wyłożą na to kasę. Teraz to my musimy za piękne, socjalistyczne pomysły związkowców płacić.

Na koniec odrobinę twórczości własnej. Pokusiłem się o konsolidację tych dwóch artykułów w zwięzłej formie. Proszę o łagodny wymiar kary.

Głupota sięga zenitu

Głupota Amerykanów sięga górnych granic atmosfery. Przerażeniem napawają wiadomości dochodzące z Nowego Świata. Tym razem oberwało się firmie Lime Group, producentowi popularnego niegdyś klienta sieci P2P.

Pewna pani sędzina, z całą pewnością walona codziennie przez producentów audio i video we wszystkie dziury, w ramach podzięki postanowiła wydalić z siebie zadowalający ich wyrok. Uznała serwis ten winnym naruszenia praw autorskich. „Sąd Okręgowy dla Wschodniego Dystryktu Nowego Jorku orzekł, że firma Lime Group (twórca znanego klienta sieci P2P) opracowała LimeWire tak, by użytkownicy mogli bez problemu i z premedytacja pobierać pliki chronione prawem autorskim”. Czyli krótko, każdy produkt, który pozwala na łamanie prawa, jest nielegalny i jego producent jest winnym łamania prawa. Teraz każda firma, która tworzy oprogramowanie mające cokolwiek wspólnego z siecią, nie może czuć się bezpieczna. Zawsze znajdzie się jakiś idiota, który postanowi wykorzystać ten program do niecnych celów. Do pierdla pójdą więc: producenci terminali, przeglądarek internetowych, klientów FTP. Gmail, Yahoo mail i inne serwisy oferujące darmowe konta pocztowe należy zamknąć jak najszybciej a ich użytkowników od razu posadzić, albo zastrzelić. Idźmy dalej. Skoro bogu ducha winny programista zostanie skazany, dlaczego nie dobrać się do dupy producentów wszelkiej maści narzędzi, które mogą posłużyć (i jak historia pokazuje służyły) do celów niezgodnych z prawem. Zamknijmy producentów młotków, siekier, noży kuchennych i taboretów. Skoro aparatem fotograficznym można wykonać zdjęcia niezgodnie z prawem (np. zdjęcia obiektów strategicznych) może wysadźmy w powietrze fabryki produkujące te groźne urządzenia? Rozwalmy też wszystkich producentów telefonów komórkowych. Oprócz tego, że posiadają one możliwość robienia zdjęć, mogą też posłużyć do robienia komuś głupich dowcipów czy przekazywania gróźb karalnych.

Na pierwszym jednak miejscu należałoby zabić wszystkich producentów broni. Zajebać skurwysynów, bo takiej ilości ofiar śmiertelnych jak zbrojeniówka, nikt chyba nie pobije.

Zastanawiając się bardziej nad tym tematem dojdziemy do wniosku, że należałoby zakazać produkcji wszystkiego. Przede wszystkim zakazałbym jednak produkcji masy głupców, którzy zasiadają potem na fotelach sędziowskich i wydają tak idiotyczne wyroki.