iPod za 8 miliardów dolców

Portalu TED Talks chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Każdy internauta, który wykazuje się choć szczątkową inteligencją, przynajmniej jeden z filmów tam zebranych oglądał. Lub przynajmniej słyszał co nieco o tym przedsięwzięciu. Buszując ostatnio za ciekawymi tematami znalazłem coś na prawdę na czasie. Temat, który ostatnio bardzo mocnym echem odbił się w całym Internecie. Chodzi o prawa autorskie, tak zawzięcie chronione przez organizacje w USA. Chcę dodać, że nie mam nic przeciwko tym prawom. Wręcz przeciwnie, uważam, że każdy autor powinien dostać wynagrodzenie za swoje dzieło – to nie podlega dyskusji. Chodzi oczywiście o motywację i usprawiedliwianie bezprawnego dobierania się do dupy tak zwanym „piratom”. Nie piszę tu o prawdziwych przestępcach, którzy na tym procederze dorabiają się fortun, a których najczęściej nikt nie chce ścigać. Piszę o przypadkach zwykłych ludzi, którzy ściągają pliki z sieci dla własnego użytku lub w celu ich przetestowania. Wiele badań przeprowadzonych na całym świecie potwierdza jedno: to właśnie „piraci” kupują najwięcej płyt, książek i filmów. To właśnie oni generują zyski wytwórniom. Ślepe na te argumenty opasłe dupska prezesów, marzące już o kolejnym jachcie czy najnowszym modelu Ferrari, idą w zaparte i powtarzają od lat wyświechtane i wyśmiane slogany. Znamy wiele przypadków kiedy to pozwane zostały ledwo żyjące już babcie, które, żeby było weselej, nie mają w domach komputera. Wiele innych absurdalnych faktów można by przytoczyć. Wszystko to w imię obrony miejsc pracy i wynagrodzenia autorów.

A straty idą w miliardy dolarów. Skąd się biorą te liczby? Skąd te wyliczenia – zapraszam do uważnego wysłuchania Roba Reida na filmie poniżej. Film zatytułowany jest „iPod za 8 miliardów dolców” i idealnie wylicza w jaki to sposób koncerny medialne „tracą pieniądze na nieprzestrzeganiu przez nas praw autorskich”. Ja, swoim chamskim zwyczajem, dodałbym jeszcze podtytuł, żeby nie było tak ładnie i politycznie poprawnie: „iPod za 8 miliardów, czyli jak walimy was w dupę bez wazeliny przedstawiając liczby z kosmosu”. Miłej zabawy.

KE szykuje rewolucję w sieci

Portal wp.pl zamieścił pod powyższym tytułem taki to artykuł:

Jak widzimy, Komisja jej mać Europejska szykuje nam rewolucję. Określenie nad wyraz trafne, bo słusznie kojarzy się z komuszą rewolucją październikową. Eurokołchoz, w swej nieograniczonej dobroci, chce zafundować rodzicom kolejny poziom ubezwłasnowolnienia. Nie wystarczy tym bandytom, że rodzice już nie mogą wychowywać swoich dzieci. Trzeba jeszcze pokazać smarkom, co mogą w sieci oglądać a co nie. Zmuszeni przez ZSRE (Związek Socjalistycznych Republik Europejskich) do niewolniczej pracy rodzice nie mają szans zająć się swoimi pociechami, trzeba więc ich wyręczyć. Trzeba zamknąć ostatni bastion, gdzie jeszcze można doszukać się prawdy. Prawdy, o którą coraz trudniej. Prawdy, którą na wszelkie sposoby europejskie świnie próbują przed nami ukryć lub przynajmniej przeinaczyć.

Komu kurwa przeszkadzało, że wychowaniem swoich dzieci zajmowali się rodzice? Czy rodzice nie powinni ustalać co jest dla ich pociech właściwe a co nie? Czy pęd do kasy i władzy aż tak potrafi zaślepić, że człowiek zapomina o prawie naturalnym i na siłę chce zaprzeczać zdobyczom cywilizacji wypracowanym przez setki czy nawet tysiące lat?

Socjaliści od lat, pod hasłami tolerancji i postępu, próbują wciskać wszystkim swoją objawioną i jedynie słuszną prawdę. Internet, który w zamiarach miał służyć swobodnej wymienie myśli i poglądów, nie mieści się w ramach tejże objawionej komuszej prawdy. Zauważcie, że słowo „tolerancja” według lewackiej definicji oznacza „mi wolno głosić poglądy a ty masz je tolerować” a nie oznacza „tobie wolno głosić poglądy a ja mam je tolerować”. Dlatego w świecie opanowanym przez lewaków internet nie ma racji bytu. Internet stanie się czymś na kształt mównicy, z której towarzysz Lenin czy Stalin będzie przemawiał do ciemnych mas. A masy te, pod groźbą więzienia, w imię tolerancji, będą musiały posłusznie wypełniać słowa wodza.

Zły chrześcijanin według Tesco

Świat jest pełen debili i nieuków. To chyba wszyscy wiedzą. Najgorsze jest to, że ta banda debili zajmuje zazwyczaj kierownicze stanowiska. Jeden z takich idiotów wylazł zza biurka w Tesco. Zwie się on Nick Lansey, dyrektor działu badań i rozwoju.

Zastanówmy się, co głodujący mózgojad, zdychający od dawna w ciemnych czeluściach czaszki tego pana, raczył wyrzygać. Według Lansey’a „zły chrześcijanin” to taki, który nie toleruje małżeństw homoseksualnych. Oczywiście, wolno mu mieć takie zdanie, jednak wygłaszanie go publicznie wymaga choćby elementarnego zaznajomienia się z tematem.

Nauka Chrystusa, który jest niezaprzeczalnym guru jeśli chodzi o chrześcijaństwo, jasno mówi, że małżeństwo jest związkiem mężczyzny i kobiety. Panie Lansey, jeśli pan ma choć jeden zwój w tym swoim durnym łbie, powinien pan zauważyć fakt, że chrześcijanie ZAWSZE będą przeciwni wynaturzeniu jakim są związki homoseksualne. Definicja małżeństwa w Biblii, a w szczególności w Nowym Testamencie, jest jasna i pojawia się wielokrotnie. Zacytuję choćby ten fragment Listu św. Pawła do Efezjan: Dlatego opuści człowiek ojca i matkę, a połączy się z żoną swoją, i będą dwoje jednym ciałem. W ten to sposób wszystkich chrześcijan uszeregował pan jako „złych”. Kto dał panu do tego prawo? Kto uczynił pana sędzią? Najwyżej pańskie posrane ego, człowieka który z nikim się nie liczy i dba jedynie o własną, śmierdzącą, opasłą dupę.

A przy okazji, „szacun” dla sieci Tesco za zatrudnianie takich „fachowców”. Po takim dyrektorze działu badań i rozwoju można spodziewać się tylko tego, że z przyjemnością zechce on przeprowadzać badania i eksperymentować na klientach.

Wszystkich, którzy chcą co nieco więcej poczytać o poczynaniach tej sieci zapraszam do zapoznania się z tym wpisem na blogu Glucia.

Komuchy “pomagają” młodym

Ponieważ temat przyszłości Polski leży mi głęboko w sercu (nie, nie w dupie!) a temat ten jest jak najbardziej na czasie – w końcu niebawem kolejne wybory, zapoznaję się z programami przeróżnych ugrupowań w poszukiwaniu „genialnych” pomysłów. Jednym takim uraczyli nas postkomuniści. Pod szyldem „Socjaldemokratyczny program dla młodego pokolenia” prezentują stek bzdur, który, według ich kalekich umysłów, ma pomóc młodym ludziom w starcie w dorosłe życie. Cytując jedną ze stron tej bandy: „Anachroniczne neoliberalne dogmaty chcemy zastąpić nowoczesnymi rozwiązaniami socjaldemokratycznymi. Oto niektóre z nich:” I wśród tych „nowoczesnych rozwiązań” znaleźć można „wprowadzanie obowiązkowego wynagrodzenie za staże i praktyki w wysokości co najmniej wynikającej z ustawy o minimalnym wynagrodzeniu za pracę i równej płacy minimalnej” czy też „objęcie stażysty ubezpieczeniem zdrowotnym”. Jak rozumiem, są to koszty, jakie ponieść musi pracodawca, przyjmując danego kandydata na staż czy praktykę. Już tym idiotom nie wystarcza, że pracodawca, przyjmując studenta na praktykę, inwestuje swój czas, zapewnia mu stanowisko pracy oraz wiedzę i doświadczenie. Nie, pierdolonym komuchom mało tego. Chcą dojebać pracodawcom, bo przecież grzechem w obecnym świecie jest bycie zaradnym, zarabiać pieniądze i oferować pracę innym. W czymże więc pomogą te komusze propozycje? Otóż z całą pewnością praktykanci i stażyści staną się gatunkami wymarłymi. Żaden pracodawca nie zdecyduje się przyjąć praktykanta, który nie dość, że nie może firmie zaoferować nic oprócz chęci, to jeszcze będzie dupę zawracał innym pracownikom odciągając ich od obowiązków i zmniejszając ich produktywność. O zajmowaniu stanowiska pracy, na którym mógłby siedzieć „pełnowartościowy” pracownik i generować pracodawcy dochód. Pal sześć oczywiście to co napisałem – tak się dzieje obecnie. Każdy „darmowy” praktykant czy stażysta to tak faktycznie już jest znaczny koszt dla firmy. To teraz dołóżcie do tego konieczność wypłaty wynagrodzenia takiemu stażyście. Trzeba być debilem, żeby sądzić, że taka „pomoc” będzie skuteczna. Ale o nic innego posądzać beton z SLD nie można – wielokrotnie dali tego dowody.

Jakiś lewak może skontrować tak: „przecież te koszty mogą ponieść Urzędy Pracy czy inne instytucje do tego powołane”. Owszem, mogą. Jest jednak jeden mały problem – skąd na to wziąć pieniądze? Na obecne płatne staże pieniędzy brakuje już w okolicach kwietnia, więc jeśli ktoś chciałby podjąć taką formę współpracy z jakąś firmą, musi się bardzo spieszyć (najlepiej spędzić Sylwestra w kolejce przez pośredniakiem). A i to nie gwarantuje sukcesu – dochodzą tutaj też „punkty za pochodzenie” czyli najzwyklejsze znajomości. Czyżby banda komuchów miała lekarstwo jak za jednym zamachem pozbyć się całej patologii z polskich urzędów? Dlaczego wiec nie zastosowali tego lekarstwa wcześniej, kiedy mieli na to szansę? Wtedy woleli napychać swojakom kieszenie! Teraz dzięki kłamstwom znów próbują dorwać się do koryta. Czyżby „krewni i znajomi królika” żyjąc w zgodzie z lewackimi poglądami, wtopili w dotychczasowych interesach i musieli się odkuć?

Darmowe obwodnice według Platfusów

Donald po raz kolejny zełgał. Teraz nieudolnie się tłumaczy. Krótko mówiąc Platfusy nabiły sobie odrobinę punktów wyborczych, głupi naród klaskał jak opętany… potem wyszło jak zwykle. Czyli do dupy. Ale o kłamstwie premiera już się nie trąbi. A o co poszło? Poszło o „darmowe obwodnice”, które, jak się okazało, darmowe wcale nie są. Owszem, auta osobowe pojadą nimi za darmo. Ale odpowiedzmy sobie na jedno proste pytanie. Dla kogo budowane są obwodnice? Czy dla pana Mietka, który chce z rodziną pojechać sobie do hipermarketu swoim „czinkłaczento”? Nie, budowane są one dla aut, które i tak jadą po płatnej autostradzie. Dawanie więc tego typu „prezentu” mieszkańcom „obwodzonej” miejscowości jest, szczerze mówiąc, o kant dupy potłuc. Już widzę te rzesze kierowców wszelkiej maści fiacików, opelków itp. nadkładające kilkanaście kilometrów w drodze do kościoła tylko dlatego, że obwodnica jest za darmo!

Sprytnie to sobie premierzyna z bandą swych przydupasów wymyśliła. Równie dobrze mógłby Donald powiedzieć: „Obywatele. Od dnia dzisiejszego wszyscy z was, którzy nie będą jeździć autostradami, nie będą musieli płacić za przejazd po nich”. No jakże to pięknie brzmi: „darmowe autostrady dla wszystkich” i małym drukiem daleko pod spodem „którzy z nich nie będą korzystać„.

Ale i to nie jest do końca prawdą. Przecież my za te autostrady już zapłaciliśmy! Czy autostrady budowane są w całości ze środków prywatnych inwestorów? Nie, płaci za nie budżet państwa! A kto daje wpływy do budżetu państwa? Oczywiście, my wszyscy. Czyli budujemy sobie „piękne” drogi, za jazdę po których i tak będziemy płacić. Pal sześć, jeśli do kasy państwa. Do podatków od byle gówna każdy się chyba już przyzwyczaił. Czystym kurewstwem jest oddawanie tych pieniędzy prywaciarzom, którzy i tak mają w dupie utrzymanie tych dróg na odpowiednim poziomie (patrz choćby A4 w okolicach Krakowa, która od lat jest w kółko remontowana i przez to nie spełnia wymogów ustawowych drogi szybkiego ruchu, a opłaty jak były tak są – bandyci od myta mają to głęboko dupach).

Takim to sposobem, kolejne rządy, zamiast robić porządek wpychają nasz kraj w coraz głębsze gówno. A głupi naród dalej leci głosować jak nie na jednych to na drugich. Mimo iż już wszyscy z nich byli przy korycie i wszyscy pokazali, że nie potrafią rządzić. Kiedy wreszcie Polacy zmądrzeją? Kiedy pogonimy tą bandę złodziei i nierobów od koryta? Zbliża się kolejna szansa… ale generalnie nie widzę widoków na poprawę sytuacji. Polakom chyba potrzeba przyjebać po ryju jakimś twardym narzędziem, żeby się ocknęli.

Ustawowy nakaz bycia kaleką

Państwo Polskie o swoich obywateli dba. Dba, bo uważa ich za niedorozwiniętych matołów. Dlatego ustawami nakazuje pewne zachowania, które powinny zależeć jedynie od woli obywateli. Jednym z takich wymuszonych zachowań jest nakaz zapinania pasów bezpieczeństwa podczas jazdy samochodem. Argumentacja, jak w przypadku każdego innego tego typu przepisu jest bzdurna i zupełnie pozbawiona sensu – chodzi o bezpieczeństwo kierującego pojazdem. Powiedzcie mi w jaki sposób zwiększa się bezpieczeństwo w czasie jazdy z zapiętymi pasami w chwili, kiedy wjeżdża we mnie rozpędzony TIR i przetacza się przez moje auto pozostawiając sprasowany wrak? A może czuję się bezpieczniejszy kiedy uderzając w drzewo pasy łamią mi żebra, a siła bezwładności urywa mi łeb przy samej dupie? Posłużę się tutaj dodatkowym argumentem, jaki udało mi się wygrzebać przeglądając szmatławce.

Jakie szczęście, że gość nie zapiął pasów. W przeciwnym wypadku miałby ujebane nogi. czy ustawodawca weźmie odpowiedzialność za setki przypadków, kiedy to ludzie, w imię bezpieczeństwa, mieli zapięte pasy i są teraz do końca życia przywiązani do wózków inwalidzkich albo do łóżek szpitalnych? NIE! Ustawodawca ma to w dupie! A zapłacimy za to my, głupi obywatele, którzy zapraszają do koryta idiotów, debili, nieuków i bandytów!

“Walcie po osobówce” czyli urodzeni mordercy

W mediach pojawił się kolejny temat – zapchajdziura. Temat zasłaniający nieudolność i brak fachowości obecnie rządzącej bandy. Tym razem jest to temat wart zainteresowania i nagłośnienia. Chodzi o obowiązkowe szkolenia kierowców TIR-ów. Szkolenia, które powinny uczyć odpowiednich zachowań, bezpieczeństwa itp.

Jak się okazuje, wszystkie te szczytne cele można sobie wsadzić głęboko w dupę (aż po same migdałki). Po pierwsze, szkolenia te są tylko teorią. Samo uczestnictwo jest „nieobowiązkowe” – wystarczy podpis na liście obecności. W trakcie tych szkoleń TIR-owcy zaznajamiają się ze sposobami oszukiwania kontroli, fałszowania podpisów, poświadczania nieprawdy itp. Najgorsza z umiejętności jakich można nauczyć się w trakcie tego szkolenia łapie się spokojnie pod prokuraturę. Za jej opis niech posłuży poniższy cytat: „Jedną z praktyk, jakie poznają kierowcy na kursie jest… powodowanie wypadku tak, aby kierowcy osobówek w nich uczestniczący nie spier….li. Kierowcy TIR-ów mają więc walić po osobówce, ponieważ jest poniżej nóg„.

Na naszych oczach wychowywani są skurwiele, którzy najczęściej unikają jakiejkolwiek kary za swoją głupotę, brawurę i poczucie bezpieczeństwa.

Oto kolejny, tym razem niezaprzeczalnie najmocniejszy argument, aby bez wahania poprzeć akcję Tiry na Tory. Nie czekaj, aż jakiś chuj trafi w Ciebie czyniąc Cię, w najlepszym wypadku, kaleką na całe życie. Wyślij kutasa wcześniej na tory. Dla własnego i innych bezpieczeństwa!